Nie ma w kuchni węgierskiej innego dania, które budziłoby tyle kontrowersji co flaki: albo ktoś je uwielbia do granic fanatyzmu, albo nie znosi ich widoku. Ja należę do tej pierwszej grupy, ale długo zajęło mi wymyślenie, jak zrobić z nich w domu gęsty, soczysty i maślany gulasz, taki jak te podawane w wiejskich lagzis czy najlepszych przydrożnych karczmach. Wiele osób boi się ich ze względu na zapach lub długi czas gotowania, ale uwierzcie mi, gdy już się z nimi oswoicie, staną się największą gwiazdą spotkań z przyjaciółmi.
Sekret tkwi w czyszczeniu i wstępnym gotowaniu
Najważniejszym krokiem, którego nigdy nie należy pomijać, jest dokładne czyszczenie. Nawet wstępnie oczyszczone, gotowe do użycia w kuchni flaki zyskują na dokładnym umyciu. Istotą „metody wiejskiej” jest wstępne gotowanie: flaki zalewam dużą ilością wody i gotuję na wolnym ogniu przez co najmniej 10 minut od samego początku. Następnie bezwzględnie wylewam pierwszy sok do odpływu – eliminuje to charakterystyczny, niekiedy zbyt intensywny zapach, którego wiele osób nie lubi. Dopiero wtedy można rozpocząć proces smugowania i właściwego gotowania.