Thomas Bowmont Callahan, którego w młodym wieku uznano za ułomnego, zaczął wierzyć, że określenie to odnosi się do niego w wieku 19 lat, po tym jak trzej lekarze zbadali jego wątłe ciało i doszli do tych samych wniosków. Miał 19 lat w 1859 roku, ale jego ciało nigdy nie było proporcjonalne do wieku. Urodził się w styczniu 1840 roku, dwa miesiące przedwcześnie, podczas jednej z najzimniejszych zim, jakie Missisipi widziało od dziesięcioleci. Jego matka, Sarah Bowmont Callahan, niespodziewanie zaczęła rodzić, podczas gdy jego ojciec, sędzia William Callahan, podejmował w swoim domu sędziów wizytujących i właścicieli ziemskich. Położna, niewolnica znana jako Mama Ruth, która urodziła wiele białych dzieci w hrabstwie, zbadała noworodka i pokręciła głową. Powiedziała sędziemu Callahanowi, że dziecko nie przeżyje nocy. Było za małe, jego oddech był zbyt płytki. Sędzia musiał przygotować żonę na stratę. Sarah odmówiła. Rozgorączkowana i wyczerpana, trzymała dziecko przy piersi, upierając się, że przeżyje. Słyszała bicie jego serca, słabe, ale zdeterminowane. Dziecko przeżyło tę noc, i następną, i następną. Przetrwanie jednak nie oznaczało zdrowia. W wieku jednego miesiąca ważył nieco ponad trzy kilogramy. W wieku sześciu miesięcy nie mógł już utrzymać głowy w górze. W swoje pierwsze urodziny, podczas gdy inne dzieci stały lub stawiały pierwsze kroki, on miał trudności z siedzeniem prosto. Lekarze dzwoniący z Natchez, Vicksburg i Nowego Orleanu zgodnie twierdzili, że przedwczesny poród trwale zahamował jego rozwój. W 1846 roku, gdy Thomas miał sześć lat, Missisipi nawiedziła żółta febra. Sarah Callahan zachorowała i nigdy nie wyzdrowiała. Thomas pamiętał swój ostatni dzień: jego bladą skórę, jego puste spojrzenie. Przywołała go do siebie i powiedziała, że przez całe życie będzie stawiał czoła wyzwaniom. Ludzie będą go lekceważyć, wyśmiewać, odrzucać. Musiał pamiętać, że jest panem swojego umysłu, serca i duszy. Nikt nie powinien sprawiać, że czuje się niekompletny. Zmarł następnego ranka. Sędzia William Callahan imponował swoją siłą fizyczną, czego jego syn nigdy nie osiągnął. Mając 180 cm wzrostu, szerokie ramiona, władczy głos i imponującą prezencję, zaczynał skromnie jako prawnik w Alabamie. Po ślubie z Bowmont i nabyciu ziemi, rozbudował plantację bawełny o powierzchni 18 000 akrów wzdłuż wysokich urwisk nad Missisipi, 24 kilometry na południe od Natchez. Główny dom, zbudowany w 1835 roku, był neoklasycystyczną rezydencją z bielonej cegły, zwieńczoną kolumnami doryckimi i szerokimi werandami. Z 4,5-metrowych sufitów zwisały kryształowe żyrandole. Importowane meble wypełniały pokoje, które mogły pomieścić 100 gości. Perskie dywany leżały na polerowanych podłogach z litej sosny. Za głównym domem znajdowały się maszyny produkcyjne: odziarniarka bawełny, kuźnia, warsztat stolarski, wędzarnia, pralnia, kuchnia, dom zarządcy, a dalej część mieszkalna: 20 małych chat, w których mieszkało 300 niewolników. Ich ściany z surowych desek, gliniane podłogi i osobne kominki stanowiły jaskrawy kontrast z wyrafinowaniem głównego domu.Thomas uczył się w domu. Zbyt słaby, by uczęszczać do szkoły z internatem, pobierał lekcje greki, łaciny, matematyki, literatury, historii i filozofii w bibliotece ojca. W wieku 19 lat miał 178 cm wzrostu i ważył około 50 kg. Jego klatka piersiowa była lekko wklęsła z powodu klatki piersiowej lejkowatej. Ręce mu się nieustannie trzęsły. Wzrok wymagał grubych okularów. Jego głos nigdy nie stał się niższy. Włosy przerzedziły się. Jego skóra była blada i przezroczysta. Co ważniejsze, jego ciało nie osiągnęło jeszcze dojrzałości płciowej. Miał niewiele włosów na twarzy i ciele. Badania lekarskie potwierdziły, że jego narządy rozrodcze były poważnie niedorozwinięte. Krótko po jego osiemnastych urodzinach, w styczniu 1858 roku, sędzia Callahan zaaranżował spotkanie Thomasa z Marthą Henderson, córką właściciela plantacji w Port Gibson. Spotkanie trwało 15 minut, po czym odeszła, potajemnie wyrażając swoją odrazę i niedowierzanie na myśl o poślubieniu kogoś, kogo określiła jako infantylnego. W lutym 1858 roku dr Samuel Harrison z Natchez odwiedził Thomasa w biurze sędziego. Zmierzył jego ciało, dokonał obserwacji i zbadał jego genitalia, opisując je jako przedpokwitaniowe pod względem wyglądu i struktury. Zdiagnozował hipogonadyzm, prawdopodobnie spowodowany przedwczesnym porodem. Według jego profesjonalnej opinii prawdopodobieństwo posiadania dzieci było praktycznie zerowe. Spermatogeneza była niewystarczająca. Produkcja hormonów była niedostateczna. Gruźlica mogła być trudna do uzyskania. Poczęcie byłoby niemożliwe. Sędzia Callahan poprosił o dalsze opinie. Dr Jeremiah Blackwood z Vicksburg i dr Antoine Merier z Nowego Orleanu przeprowadzili podobne testy. Oba testy potwierdziły ciężki hipogonadyzm i trwałą bezpłodność. Krótko po jego osiemnastych urodzinach, w styczniu 1858 roku, sędzia Callahan zorganizował spotkanie Thomasa z Marthą Henderson, córką właściciela plantacji w Port Gibson. Spotkanie trwało 15 minut, po czym wyszła, potajemnie wyrażając swoją odrazę i niedowierzanie na myśl o poślubieniu kogoś, kogo określiła jako infantylnego. W lutym 1858 roku dr Samuel Harrison z Natchez odwiedził Thomasa w biurze sędziego. Zmierzył jego ciało, dokonał obserwacji i zbadał jego genitalia, opisując je jako przedpokwitaniowe pod względem wyglądu i struktury. Zdiagnozował hipogonadyzm, prawdopodobnie spowodowany przedwczesnym porodem. Według jego profesjonalnej opinii prawdopodobieństwo spłodzenia dziecka było praktycznie zerowe. Spermatogeneza była niewystarczająca. Produkcja hormonów była niedostateczna. Gruźlica mogła być trudna do uzyskania. Poczęcie byłoby niemożliwe. Sędzia Callahan poprosił o dalsze opinie. Dr Jeremiah Blackwood z Vicksburg i dr Antoine Merier z Nowego Orleanu przeprowadzili podobne testy. Oba testy potwierdziły ciężki hipogonadyzm i trwałą bezpłodność. Krótko po osiemnastych urodzinach Thomasa, w styczniu 1858 roku, sędzia Callahan zaaranżował spotkanie Thomasa z Marthą Henderson, córką właściciela plantacji w Port Gibson.Spotkanie trwało 15 minut, po czym odeszła, prywatnie wyrażając swoją odrazę i niedowierzanie na myśl o poślubieniu kogoś, kogo określiła jako infantylnego. W lutym 1858 roku dr Samuel Harrison z Natchez odwiedził Thomasa w gabinecie sędziego. Zmierzył jego ciało, dokonał obserwacji i zbadał jego genitalia, opisując je jako przedpokwitaniowe pod względem wyglądu i struktury. Zdiagnozował hipogonadyzm, prawdopodobnie spowodowany przedwczesnym porodem. Według jego profesjonalnej opinii prawdopodobieństwo spłodzenia dzieci było praktycznie zerowe. Spermatogeneza była niewystarczająca. Produkcja hormonów była niedostateczna. Gruźlica mogła być poważna. Poczęcie byłoby niemożliwe. Sędzia Callahan poprosił o dalsze opinie. Dr Jeremiah Blackwood z Vicksburg i dr Antoine Merier z Nowego Orleanu przeprowadzili podobne testy. Oba testy potwierdziły poważny hipogonadyzm i trwałą bezpłodność. Produkcja hormonów była niedostateczna. Gruźlica mogła być poważna. Poczęcie byłoby niemożliwe. Sędzia Callahan poprosił o dalsze zeznania. Dr Jeremiah Blackwood z Vicksburga i dr Antoine Merier z Nowego Orleanu przeprowadzili podobne badania. Oba testy potwierdziły ciężki hipogonadyzm i trwałą niepłodność. Niedobór hormonów. Gruźlica mogła mieć ciężki przebieg. Poczęcie byłoby niemożliwe. Sędzia Callahan zażądał dalszych zeznań. Dr Jeremiah Blackwood z Vicksburga i dr Antoine Merier z Nowego Orleanu przeprowadzili podobne badania. Oba testy potwierdziły ciężki hipogonadyzm i trwałą niepłodność.Jeremiah Blackwood z Vicksburga i dr Antoine Merier z Nowego Orleanu przeprowadzili podobne testy. Oba testy potwierdziły ciężki hipogonadyzm i trwałą niepłodność.Jeremiah Blackwood z Vicksburga i dr Antoine Merier z Nowego Orleanu przeprowadzili podobne testy. Oba testy potwierdziły ciężki hipogonadyzm i trwałą niepłodność.
„Ojcze, przepraszam” – powiedziałem cicho.
Nie odwrócił się. „Dlaczego? Bo urodziłem się przedwcześnie? Bo jestem chory? Bo jestem…” – przerwał i wziął długi łyk. „To nie twoja wina, Thomas, ale taka jest nasza rzeczywistość”.
Ale mój ojciec nie zadowolił się tylko jednym raportem. Tydzień później przyjechał z Vixsburga dr Jeremiah Blackwood. Był młodszy od dr Harrisona, bardziej agresywny w badaniu i brutalniejszy w traktowaniu mnie. Ale jego wniosek był ten sam: ciężki hipogonadyzm prowadzący do niepłodności. Schorzenie było trwałe i nieuleczalne.
Trzeci lekarz przybył z Nowego Orleanu w marcu. Dr Antoine Merier był kreolskim lekarzem, który studiował w Paryżu i mówił z silnym francuskim akcentem. Był najsympatyczniejszy z całej trójki i przeprosił za najście na wizytę.
Ale ich werdykt był ten sam: „Nie możemy mieć dzieci. Rozwój się zatrzymał. Nic nie możemy zrobić”. Trzech lekarzy, trzy badania, trzy identyczne wnioski. Thomas Bowmont Callahan był bezpłodny, niezdolny do reprodukcji, niezdolny do kontynuowania linii rodowej.
Wieść rozeszła się po plantatorskiej społeczności Missisipi z prędkością i żarliwością plotek wśród ludzi, którzy nie mieli nic lepszego do roboty niż plotkowanie o cudzych sprawach. Mój ojciec nie starał się utrzymać tego w tajemnicy. Jaki w tym sens? Każda kobieta, która zgodziłaby się mnie poślubić, musiałaby o tym wiedzieć. Lepiej być szczerym od początku, niż później narazić się na zarzuty.
WIADOMOŚĆ
Hendersonowie natychmiast odprawili córkę. Rutherfordowie, którzy wyrazili zainteresowanie zapoznaniem mnie ze swoją najmłodszą córką, wysłali mi uprzejmy list z odmową. Prestonowie, Montgomery, Fairfaxowie – wszystkie te wpływowe rodziny, które mogły zignorować moją fizyczną słabość, wybierając majątek Callahanów – nagle odkryły powody, dla których ich córki nie nadawały się na żonę lub były już zaręczone z innym mężczyzną.
Ale nie tylko prywatne odrzucenia były bolesne. Bolały również publiczne komentarze.
W kwietniu, w kościele, usłyszałem, jak pani Harrison powiedziała: „Jaka szkoda z tym młodym Callahanem. Sędzia ma cały ten majątek, ale nie ma prawowitych spadkobierców, którym mógłby go zapisać. Ciekawe, jakiemu celowi to służy”.
Na przyjęciu, które mój ojciec wydał w maju, jeden z gości, upojony wyśmienitą whisky mojego ojca, powiedział tak głośno, że słyszałem go z drugiego końca sali: „Taka jest natura, prawda? Słabe konie nie są stworzone do rozrodu. To utrzymuje linię krwi w zdrowiu”. Właściciel plantacji w Luizjanie, odwiedzając konia, którego sprzedawał mój ojciec, skomentował: „Dobre zwierzę. Dobra krew, dobra budowa, sprawdzony ogier. Zupełnie jak twój syn, prawda? Czasami hodowla nie działa”.
Każdy komentarz był jak cios w plecy, ale nauczyłem się nie reagować. Jaki w tym sens? Mieli rację, bo rozumieli to tak, jak należy. Byłem wadliwym produktem, nieudaną inwestycją, ślepą uliczką w drzewie genealogicznym.
Wiosną i latem 1858 roku mój ojciec przeszedł na emeryturę. Nadal zarządzał plantacją z właściwą sobie sprawnością, pełnił obowiązki sędziego i uczestniczył w spotkaniach towarzyskich. Jednak w domu stawał się coraz bardziej zdystansowany, spędzając długie godziny w gabinecie z bourbonem i dokumentami prawniczymi, pracując nad czymś, o czym nie chciał ze mną rozmawiać.
Szukałem schronienia w książkach. Biblioteka mojego ojca liczyła ponad 2000 tomów, a większość z nich przeczytałem przed ukończeniem 19. roku życia. Szczególnie ukochałem filozofię i poezję: Marka Aureliusza, Epikteta, Keatsa, Shelleya, Byrona. Znajdowałem ukojenie w słowach ludzi, którzy rozważali cierpienie, śmiertelność i kondycję ludzką.
Zacząłem też zgłębiać książki, o których mój ojciec nie wiedział, że znajdują się w jego bibliotece: tomy pozostawione przez poprzednich właścicieli lub przypadkowo dołączone do partii nabytych na aukcjach majątkowych. Wśród nich znalazły się dzieła literatury abolicjonistycznej, formalnie nielegalnej w Missisipi: biografia Fredericka Douglassa, wydana w 1845 roku; „Chata wuja Toma” Harriet Beecher Stowe, wydana w 1852 roku; oraz eseje Williama Lloyda Garrisona i innych abolicjonistów z Północy.
Czytałem te zakazane książki późnym wieczorem, gdy w domu panowała cisza, i głęboko mnie one niepokoiły. Dorastałem, akceptując niewolnictwo jako coś naturalnego, wolę Boga, korzystnego zarówno dla pana, jak i niewolnika. Przekonanie, że zniewoleni ludzie są gorsi, dziecinni, niezdolni do samorządności: w to wierzyli i nauczali mnie wszyscy wokół.
Ale te książki malowały inny obraz. Frederick Douglass pisał z inteligencją i elokwencją, z którymi nie może się równać żaden inny biały pisarz, jakiego kiedykolwiek czytałem. Opisywał okrucieństwo niewolnictwa: chłosty, rozdzielanie rodzin, wykorzystywanie seksualne, psychologiczne tortury związane z traktowaniem jak własność. „Chata wuja Toma”, mimo że jest fikcją literacką, przedstawiała horror niewolnictwa z druzgocącym wpływem emocjonalnym.
Zacząłem dostrzegać rzeczy, które wcześniej ignorowałem. Blizny na plecach robotników. Sposób, w jaki twarze niewolników stawały się puste i uległe, gdy zbliżali się biali mężczyźni. Dzieci, które uderzająco przypominały brygadzistów mojego ojca. Kobiety, które znikały z pól na miesiące, a potem wracały bez dzieci, które najwyraźniej nosiły w sobie.
Ale po tych obserwacjach nic nie zrobiłem. Byłem zbyt słaby, zbyt zależny, zbyt przywiązany do własnego dobra, by rzucić wyzwanie systemowi. Powiedziałem sobie, że różnię się od innych właścicieli niewolników i że powinienem traktować niewolników z większą życzliwością. Ale życzliwość nie czyni niewolnictwa mniej bolesnym. Po prostu sprawia, że pan czuje się lepiej, uczestnicząc w nim.
We wrześniu 1858 roku mój ojciec ponownie próbował znaleźć mi żonę. Kontaktował się z rodzinami spoza Missisipi: z Alabamy, Luizjany i Georgii. Obniżył swoje oczekiwania i zwrócił się do rodzin o niższym statusie społecznym i zamożności. Ofiarowywał coraz hojniejsze dary i gwarantował, że każda kobieta, która mnie poślubi, będzie żyła w luksusie i niczego jej nie zabraknie.
WIADOMOŚĆ
Odpowiedzi były wariacjami na ten sam temat. „Dziękujemy za hojną ofertę, ale Caroline jest już zaręczona z kimś innym”. „Doceniamy Twoje zainteresowanie, ale uważamy, że nie jesteś odpowiednią osobą”. „Chociaż Twój syn wydaje się miłym facetem, szukamy pracy u innych potencjalnych klientów”.
Ostatnie zdanie było szczególnie okrutne. „Druga perspektywa” to po przyjacielsku określenie męża, który mógłby dać nam wnuki.
W grudniu 1858 roku mój ojciec dał sobie spokój. Prawie każdego wieczoru jedliśmy razem obiad w milczeniu. Brzęk sztućców o porcelanę był jedynym dźwiękiem w dużej jadalni. Czasami patrzył na mnie z miną, której nie potrafiłem rozszyfrować. Rozczarowanie, owszem, ale też coś w rodzaju rozpaczy.
Do eksplozji doszło w marcu 1859 roku. Była późna noc, a mój ojciec pił więcej niż zwykle. Był w bibliotece i czytał „Rozmyślania” Marka Aureliusza, gdy nastąpił wybuch.
„Tomaszu, musimy porozmawiać.”
Usiadłem z książką. „Tak, ojcze.”
Usiadł ciężko, a bourbon zawirował w jego szklance. „Mam 58 lat. Mogę umrzeć jutro albo przeżyć jeszcze 20 lat, ale tak czy inaczej umrę. A kiedy umrę, co się z tym wszystkim stanie?”. Niejasno wskazał na pokój, dom i plantację rozciągającą się za nim.
„Zakładam, że majątek trafi do naszego najbliższego krewnego. Mojego kuzyna Roberta z Alabamy”.
„Mój kuzyn Robert” – syknął ojciec – „to niekompetentny pijak, który stracił dwa małe gospodarstwa przez fałszywe długi. Sprzedałby tę posiadłość w ciągu roku i wzbogacił się na alkoholu. Wszystko, co zbudowałem, wszystko, co zbudował przede mną mój ojciec, przepadłoby”.