Uznano go za niezdolnego do prokreacji: w 1859 roku ojciec wydał go za mąż za najsilniejszą niewolnicę.

„Przykro mi, Ojcze. Wiem, że nie takiej sytuacji chciałeś.”

„Przykro mi, ale to nie rozwiązuje problemu”. Wstał i zaczął chodzić po pokoju. „Przez ostatnie osiemnaście miesięcy próbowałem wszystkiego. Osiemnaście miesięcy szukałem żony, która zaakceptuje mnie pomimo moich okoliczności. Nikt tego nie zrobi. Nikt nie chce męża, który nie może mieć dzieci. Taka jest rzeczywistość”.

Ja wiem.

Musiałem więc myśleć kreatywnie, bardzo kreatywnie, o rozwiązaniach, które… przełamywały granice konwencjonalności.

Coś w jego tonie mnie zaniepokoiło. „Co masz na myśli?”

Zatrzymał się i spojrzał mi prosto w oczy. „Dam ci Delilah”.

Spojrzałem na niego, pewien, że źle zrozumiałem. „Przepraszam. Co?”

Dalila, wieśniaczka. Oddaję ci ją za towarzyszkę. Właściwie twoją żonę.

Słowa były bez znaczenia. „Ojcze, nie możesz sugerować…”

„Niczego nie sugeruję. Po prostu mówię, co się stanie”. Jego głos był teraz twardy. Ten sam, którego użył w sądzie, ogłaszając werdykt. Żadna biała kobieta nigdy nie będzie chciała cię poślubić. To fakt. Ale rodzina Callahan musi trwać. Plantacja potrzebuje spadkobierców, nawet tych niekonwencjonalnych.

Groza jego propozycji mnie zszokowała. „Chcesz mnie… z niewolnicą? Ojcze, nawet gdybym mógł – a doktor twierdzi, że nie mogę – dziedziczenie nie działa. Dziecko urodzone przez niewolnicę nie byłoby twoim spadkobiercą. Byłoby twoją własnością”.

„Jeśli ich nie uwolnię. Jeśli ich legalnie nie adoptuję. Jeśli nie spiszę starannie testamentu, w czym jestem szczególnie biegły jako sędzia i prawnik”.

„To szaleństwo”. „To konieczne”.

„To konieczne”. Usiadł ponownie i pochylił się do przodu. „Thomas, posłuchaj mnie. Rozważałem to z każdej strony. Nie możemy mieć dzieci. Lekarze byli zgodni w tej kwestii. Ale możemy mieć dzieci w twoim imieniu. Delilah jest silna, zdrowa i inteligentna. Skojarzę ją z odpowiednim samcem z innego rancza. Bydło o silnym pokroju, o udowodnionej płodności, dobrze uformowane. Dzieci, które się urodzi, będą prawnie moje, dzięki dokumentom, które sporządzę. Kiedy umrę, zostawię je tobie wraz z dokumentami, które je uwolnią i wskażą jako twoich adopcyjnych spadkobierców. Odziedziczą wszystko”.

„Mówisz o hodowaniu ludzi jak bydła.”

Mówię o zapewnieniu ciągłości tej rodziny i tej plantacji. Czy to niekonwencjonalne rozwiązanie? Tak. Czy jest to skomplikowane prawnie? Zdecydowanie. Ale jest możliwe i rozwiązuje nasz problem.

„To nie mój problem”. Wstałem, a moje ręce trzęsły się bardziej niż zwykle. „Ojcze, to, co opisujesz, jest złe. Chcesz wykorzystać ciało kobiety bez jej zgody, by mieć dzieci, które zostaną zmanipulowane poprzez oszustwa prawne i staną się twoimi spadkobiercami. Traktujesz ludzi jak bydło, jak zwierzęta”.

„W oczach prawa to zwierzęta”. Jego głos podniósł się, by dorównać mojemu. „Thomas, wiem, że czytałeś te książki o abolicjonizmie. Tak, znam je. Nie jestem ślepy. Napełniłeś sobie głowę absurdalnym sentymentalizmem na temat człowieczeństwa niewolników, ale rzeczywistość prawna jest taka, że ​​są oni moją własnością. Delilah jest moją własnością, tak jak ten dom czy to krzesło. I postanowiłem wykorzystać ją do rozwiązania problemu”.